Bez kategorii

Dialog bez kar – czy to możliwe?

Umiecie rozmawiać? Z mężem/żoną, rodzicami, własnym dzieckiem? Pewnie Wasza odpowiedź będzie TAK. Oczywiste prawda? Czy aby na pewno?

Nawiązanie kontaktu i utrzymanie go to nie taka prosta sprawa. Mi też się zdawało że umiem rozmawiać z mężem czy z Adasiem. Teraz tego nie jestem pewna. Jestem pewna że mamy z tym problem. Jak jest problem, trzeba go rozwiązać jak najszybciej by zdrowa atmosfera i pełna miłości znów zagościła w Naszym domu.
Właśnie w tym pomaga mi “Dialog bez kar”…

Jest to książka o nawiązaniu kontaktu, dialogu, gdzie nie ma kar, o wsłuchaniu się w uczucia, potrzeby swoje i bliskich. 
Gdy wzięłam te książkę do ręki szukałam “recepty” jak rozmawiać z Adasiem i nie karać go. Nie ukrywajmy, każdy ma czasem gorszy dzień, zdarza się krzyknąć czy walnąć pięścią w ścianę ze złości. 
Spieszymy się, a dziecko bardzo powoli coś robi a nie chce wcale. I co wtedy? Dorosłego trafia szlag. 
Zaczyna krzyczeć, szarpać… Koniec końcem wszyscy są źli, rozgniewani, spóźnienie i bez humoru cały dzień.
Potem przychodzi czas na refleksje… Po co to było?! Nie można zrobić tego inaczej? Bez krzyku, szarpania. Jesteśmy na siebie źli. 
Ja dziś mam taki dzień. Dokładnie jak przykład z wyżej. Teraz jestem zła na siebie, na swoje zachowanie bo mogłam zrobić to inaczej. 
Właśnie do takich sytuacji potrzebny jest KONTAKT. A czy mamy go krzycząc? Nie!
Wiecie co to kontakt

To jest wydarzenie, krótkie, trwające w tej chwili. Jednak im takich chwil jest więcej Nasze życie staje się bogatsze, piękniejsze, pełne zrozumienia.
Kontakt to most. Pomiędzy Nami i drugą osobą. Chcemy by Nas wysłuchano, chcemy słuchać, ale pragniemy też by nikt nie ingerował w Nas. Dał Nam wolną wolę i odrębność. 
Książka ta podzielona jest na 2 części Dialog oraz Porozumienie bez Przemocy.
Pierwsza część “Dialog” wprowadza Nas do dialogu, opisuje problemy jakie spotykamy po drodze do rozmowy, z dziećmi, partnerem. 
Na samym początku zdałam sobie sprawę że często przerywam  Adasiowi gdy coś mówi. Teraz czekam spokojnie aż skończy. Patrzę w jego wielkie oczy i przytakuję, uśmiecham się, nie komentuję co mówi, nie przerywam, nie pomagam na siłę. 
Jest wtedy taki podekscytowany, czuje się ważny. Mamy wtedy głęboki kontakt. Jest szczęśliwy.

Język Serca…  Jest równie ważny co dialog. Językiem Serca okazujemy uczucia. Dzieci mają “lepiej”, bo im wyrażenie uczuć wychodzi od razu. Gdy czują się źle, są smutni, nie czują się bezpiecznie informują o tym dorosłych.

Dorośli uwielbiają ukrywać uczucia! Chowamy je w sobie a potem frustracja rośnie. Niszcząc kontakt, który jest Nam tak potrzebny! 


Podobnie jak ważne są uczucia, czyli to co czujemy  danej chwili są ważne potrzeby. Nie zaspokojone narastają. Ale czy umiemy je właściwie nazwać? Często gęsto mamy z tym problem, by prawidłowo określić jaka potrzeba zaspokojenia. Tego dowiecie się też w “Dialogu bez kar”.

Nie miałam pojęcia że jest takie coś jak struktura dialogu. Okazuje się że taka struktura bardzo pomaga na początku drogi do kontaktu. Takiego prawidłowego, zdrowego….

Nie mogę Wam wszystkiego zdradzić ale chcę Was naprowadzić na problemy jakie Nami targają.

Porozumienie bez przemocy” skupia się na samym dialogu. Jak on powinien przebiegać. Jest mnóstwo o niezaspokojonych potrzebach, jak je rozwiązać. Dlaczego tak ważne jest maleńkie słówko “bo“.

Tutaj rozwijana jest struktura dialogu. Zawiera ona kilka etapów ( język szakala, język żyrafy) pokazuje Nam jak możemy poradzić sobie z Naszymi potrzebami, uczuciami.

Czasem takie negatywne wspomnienia męczą Nas jeszcze z dzieciństwa. W tym rozdziale dowiecie się jak sobie z tym poradzić. Jak prosić o pomoc, jak świętować zaspokojenie potrzeb.

Tak na prawdę to jest kropla w morzu co możecie się z tej książki na temat porozumienia, kontaktu.

Tu smutna prawda. Nie umiemy z mężem rozmawiać o Naszych potrzebach, uczuciach. Boli to. Bardzo boli. Ale dzięki tej książce, będę starała się poprawić te relacje, znów mieć kontakt jak kiedyś.

Z Adasiem jest lepiej. To dziecko, bezpośrednie, otwarte. Nie ukrywa nic.

Na końcu książki są materiały do ćwiczeń. Omówienie uczuć, potrzeb, przykładowe dialogi.
Na pierwszy rzut oka, wydaje się głupie, oczywiste, sztuczne. Po bliskim przyjrzeniu się “problemowi” sytuacja staje się jasna. Tego po prostu trzeba się nauczyć!

Chciałam podziękować autorce, p. Zofii Żuczkowskiej za tę książkę. Jest pełna pozytywnej energii, pomocnej dłoni.

Wydawnictwo MIND
Cena 29,90 zł

About Ilona Popławska

Z wykształcenia Technik Żywienia, z zamiłowania blogerka kreatywnego rodzicielstwa. Kocha dzieci, ich twórcze myślenie i nieszablonowe rozwiązania. Prywatnie szczęśliwa żona i mama z małej polskiej wsi.
  • właśnie… człowiek się wywrzeszczy ale co poza tym? nic!

  • Do dialogu z dzieckiem dodaje zejscie na jego poziom, fizycznie rzecz jasna, pomaga gdy wydaje sie nam, ze nie docieramy do dziecka…. Nie mowic do nich myjac naczynia. Odwroceni tylem, itp….pomaga! Z doroslymi juz jest gorzej, zlapanie jednego poziomu nie jest tak oczywiste…

  • Przydałaby mi się ta książka…

    • niby każdy umie rozmawiać ale dopiero teraz uświadomiłam sobie że to nie takie łatwe

  • Magda

    Tak…my tez z mężem mijamy się często w tych naszych "rozmowach". Temat jest niby wałkowany po sto razy, a nic do nikogo nie dociera. Mnie też zachęciłaś tą książką. Chyba pora przyznać się do tego, że sporo w kwestii komunikacji musimy się jeszcze nauczyć

    • z dziećmi jakoś naturalniej wychodzi. z dorosłymi jest dużo gorzej

  • Lektura zapowiada się bardzo ciekawie. Niby wiemy jak rozmawiać z najbliższymi i znamy podstawowe zasady komunikacji, a jednak na co dzień zdarza nam się o tym zapomnieć…

    ————————————————————-
    Zapraszamy do udziału w naszym czekoladowym konkursie 🙂
    http://malymeloman.pl/2013/09/04/czekoladowe-love/

  • Też mi się wydaje, że czasem ludzie wykrzykują komunikaty w przestrzeń, najczęściej rykiem, i one trafiają głównie na mój balkon, gdzie moje dziecko bawi się spinaczami do bielizny, a nie do biegającej kilkulatki po trawniku (a mama się spieszy do sklepu, więc ryczy). Powiem to z instytucji obserwatora – chwilami mam ochotę wziąć z domu ciężką doniczkę i rzucić nią w ryczącą matkę. Dlaczego? Bo taki ryk MNIE stresuje a co dopiero jej dziecko i moje dziecko, które aż dryga na dźwięk tego krzyku (mimo że to jednak kilkadziesiąt metrów od balkonu). Jej dziecko co najwyżej się rozpłacze, ale i tak robi co chce. Więc po co się tak drzeć? Chyba żeby kolejni sąsiedzi przestali mówić "dzień dobry".
    I czasami myślę, że trzeci punkt jednak powinien być zasadny. Tylko trochę z innej strony. Że jeśli ryczę, szarpię i popędzam na ulicy swojego małoletniego potworka, zamiast kilka razy głęboko odetchnąć i policzyć do dziesięciu, to ludzie własnie dlatego uważają mnie za idiotkę, a nie dlatego, że moje dziecko jest "niegrzeczne". Zdecydowanie lepiej znoszę zanoszącego się dwulatka płaczem w sklepie, bo nie dostał cukierka, niż szarpiących go opiekunów, którym czasami mam ochotę zrobić krzywdę. Żeby poczuli z drugiej strony, jak to jest być szarpanym i opieprzanym "za nic".

  • Super ta pozycja, z chęcią się z nią zapoznam.

  • shemother

    U mnie póki co na tapecie jest "jak mowic zeby dziecko słuchało,jak słuchac zeby dziecko mowiło". Tez polecam, jednak wszystko ma swoje początki w rozmowie. Bo jak rozmawiac sienie da to i reszta jest jakas dziwna.

  • Bardzo fajnie przedstawiona, przyda się:)

  • oj
    ilona tak czasem … ach ja ci powiem że jak mamy nerwa z Jasiem on mówi ja próbuję wejśc w słowo on mi mówi że przewałaś mi teraz ja mówię (potrafi powiedzieć jak mu przerwalam że nie mam manier ) i tym mnie stopuje uswiadami i przypomina mi że musze go wysłuchać najlepiej to poczekac aż emocje opadną ale …

    taka ksiązka pomocna pewnie i ja po nią sięgnę jak nie dam rady swego Adasi okiełznac 🙂