Wpisy gościnne

Odbijanki, kartki, karczochy czyli Kahlan 84 na Gościnie!

Dziś Mama, które tworzy coś innego. Też szyje ale nie ubranka czy poduszki ale odbijanki. Wiecie co to jest? Jeśli nie to musicie poczytać ten wywiad. Agnieszka to wyjątkowa osoba. Pełna pomysłów, mądra i niesamowita. Prowadzi blog Kahlan 84 . Nie przedłużam i zapraszam!  

Kim jesteś na co dzień? Czym się
zajmujesz?

     By odpowiedzieć na to pytanie musiałabym pisać i
pisać, a i tak nie wiem czy by mi się udało. Prywatnie mamą dwóch
urwisów i żoną 🙂 Niepoprawną optymistką z tysiącem planów, z
których jedynie część udaje mi się zrealizować, ale
przynajmniej mam do czego dążyć. Zawodowo prowadzę działalność
i zajmuję się redakcją tekstów. W wolnych chwilach, których
ostatnio mam zdecydowanie za mało, rękodziełem. Prowadzę też
blog (http://kahlan84.blogspot.com), a właściwie kilka blogów.

Co jest twoją pasją?
Dzieci, pływanie, rower, książki,
książki i jeszcze raz książki, góry.
Rękodzieło, którym
zainteresowałam się w pierwszej ciąży i tak już zostało.
Zmieniam czasami techniki, powoli odkrywam te ulubione, w których
czuję się najpewniej i eksperymentuję z nimi. Moje twory powstają
szczególnie wieczorami, gdy synowie już śpią.
W okresie
przedświątecznym to przeważnie tzw. karczochy, czyli wstążeczkowe
bombki i pisanki. To może zabrzmieć dziwnie, ale wbijanie setek
szpilek w styropian mnie odpręża, szczególnie po cięższym dniu.
Z tego samego powodu mam kilka haftów 🙂 Uwielbiam, gdy z małych
kawałków wyłania się „coś”. Staram się poza znanym układem
tasiemek wymyślać nowe i myślę, że mi się to udaje. Dużą
radość i satysfakcję sprawiają mi powracające osoby. W tym roku
miałam bardzo miłą sytuację. Dostałam prywatną wiadomość
przez jeden z portali rękodzielniczych od osoby, która w zeszłym
roku kupiła ode mnie kilka pisanek. Nigdzie nie zapisała moich
danych i nie mogła mnie znaleźć, podobno przez dwa tygodnie
przeglądała internet, bo koniecznie chciała ponownie zamówić u
mnie i nawet jej nie przeszkadzał dłuższy termin realizacji
spowodowany zaawansowaną ciążą i zbliżającym się porodem.
Pamiętam też dość specyficzne zamówienie na… smocze jaja 🙂
Były potrzebne jako rekwizyty na wieczór panieński organizowany
wokół „Gry o tron”.
W pozostałym okresie skręcam
przeważnie kartki wykonane quillingiem, czyli z pasków papieru. Tu
też staram się zmieniać układy, wymyślać swoje, nie kopiować
pomysłów innych. Przeważnie robię kartki dla znajomych, takie
bardziej spersonalizowane. W sklepiku
(Artillo) są głównie na chrzest i
ślubne trochę bardziej uniwersalne, ale można też zamówić
wedle potrzeb inne (kolorystyka, układ, okazja, format, napis).
Chyba te zamawiane i czasami specyficzne bardziej mnie cieszą, bo
są swego rodzaju wyzwaniem. Padają też pomysły, czy wytyczne,
których sama bym nie zrobiła i dzięki temu coś nowego
wprowadzam.



Od kiedy szyjesz podkłady do
odbijania? Skąd taki pomysł?



Mam dwóch synów i będąc w
drugiej ciąży przeglądałam zdjęcia ze starszym i na wielu
całkiem udany kadr psuła tetra. Tetra na ramieniu, tetra odłożona
na łóżeczku, pod buzią w wózku. Wszędzie jej pełno.
Niewątpliwie jest praktyczna, ale nie najpiękniejsza. Chciałam
tego uniknąć przy młodszym. Kupując wyprawkę znalazłam podkłady
na ramię z ceratką i wycięciem z jednej strony na szyję.
Zamówiłam jeden, ale mnie rozczarował, sztywny, za długi, nie
można wrzucić do pralki, jedynie ręcznie – to nie dla mnie w
połogu. Do najpiękniejszych też nie należał 🙂 Już przy
Mikołaju zaczęłam używać flaneli w formie podkładu pod główkę
do łóżeczka i czasami zarzucałam ją sobie na ramię, złożoną
na pół. Przeglądając zagraniczne blogi – chciałam uszyć
przenośny przewijak – trafiłam na odbijaczkami tetrowymi
przeszyte bawełną. Pomysł mi się spodobał. Trochę pozmieniałam.
Użyłam flaneli zamiast tetry, zaokrągliłam rogi, zrobiłam
wcięcia z dwóch stron. To ostatnie było podyktowane praktyką. Mąż
jest leworęczny, ja praworęczna i odbijamy dzieci na różnych
stronach. Tworząc podkłady zależało mi na uniwersalnym
zastosowaniu i intuicyjnym. W środku nocy nie chciałam szukać
wcięcia, a zarzucić. Poza tym część wzorów ma wyraźną górę
i dół i wcięcie z jednej strony by je ograniczało. Z czasem
zaczęłam dodawać uwielbiane przez mojego malucha metki do części
odbijaczków. Dzięki temu zyskały więcej zastosowań. Spodobały
się kilku osobom i zrobiłam też dla nich na zamówienie. Zbieram
opinie i zastosowania są przeróżne: podstawowe jako podkład na
ramię, do otarcia buzi, ale też do łóżeczka i wózka pod główkę
w razie ulania, jako czysta przestrzeń w odwiedzinach, te z
tasiemkami służą do zabawy, leżąc na brzuszku maluch nie tylko
ma swój kawałek tkaniny, ale jeszcze może gryźć, ciągnąć
metki. Nie wiem jak na inne dzieci, ale na moje to działa
zaskakująco uspokajająco, a wręcz je usypia. Dlatego robię też
miętolmetki. Z popularnego ostatnio i fantastycznie miękkiego
minky, albo z flaneli (czasem dodatkowo połączonej z welurem
bawełnianym).’

Tworzysz również kartki
okolicznościowe. Możesz o nich opowiedzieć Jaka to technika, jak
się je tworzy?

Próbowałam różnych sposobów zdobienia
kartek, m.in. haftu matematycznego, techniki pergaminowej, stempli,
ale to quilling mnie wciągnął. Wszystko powstaje z pasków
papieru, które odpowiednio się skręca otrzymując różne wzory
geometryczne, z połączenia których można tworzyć choćby kwiaty,
zwierzęta. Staram się by każda kartka była inna, co jest jedną z
zalet rękodzieła. Zdarza mi się robić w podobnym układzie, ale z
innymi dodatkami, jeżeli są podobne, to często na wyraźne
życzenie. Cały czas uczę się nowych sposobów. Rozszerzam
proponowane wzory, wykorzystując także husking (nie tyle skręcanie
papieru, co zawijanie wokół odpowiednio wbitych szpilek,
grzebienia).
Mam chyba artystyczne ADHD, bo gdy za długo robię
jedną rzecz, np. kartki, to muszę coś zmienić w układzie czy
formacie albo przerzucam się wtedy na karczochy, maszynę do szycia,
decoupage, szydełko lub frywolitkę, kimekomi – część dopiero w
fazie bardzo początkowej.

Co ci sprawia największą
frajdę podczas tworzenia?

Zadowolenie obdarowanej osoby 🙂
Chociaż to już „po” raczej. Lubię wyzwania, robienie czegoś
nowego, choć podobnego, próby łączenia kolorów, zmiany, szukanie
sposobu na udoskonalenie, łączenie technik. Tworzenie mnie
niesamowicie uspokaja i relaksuje. Nigdy nie podejrzewałam się o
zacięcie artystyczne, moja rodzina do tej pory jest zdziwiona, gdy
się okazuje, że daną kartkę czy bombkę zrobiłam, a nie kupiłam,
bo zawsze młodsza siostra uchodziła za osobę zainteresowaną „tymi
rzeczami”. Cieszę się, gdy ktoś podsuwa mi nowe pomysły,
wyzwania. Mam taką jedną osobę, która mnie „męczy” co jakiś
czas, a spróbuj tego, albo „może zrobisz mi to” i jestem jej za
to niezmiernie wdzięczna. Gdyby nie jej wpływ pewnie robiłabym
jedynie dla siebie, ewentualnie rodziny, a tak odważyłam się
pokazać to co tworzę innym i po pozytywnym odzewie uwierzyłam w
siebie. Podoba mi się to, że na pierwszy rzut oka czasami dana
technika jawi się niczym czarna magia, a gdy się w nią zgłębi,
poczyta, to okazuje się, że można i nie jest to takie trudne. I że
jeszcze wiele można się nauczyć.

Jak są fajne dni, są
i gorsze. Jakie spotykasz problemy podczas tworzenia?

Pierwszym
i najważniejszym jest brak czasu. Najgorsze są chyba te dni, gdy
się nastawiam, że wieczór należy do mnie, w głowie tysiące
pomysłów i planów, a coś wypadnie i mimo chęci się nie da.
Drugim jest moja niepewność i swoisty perfekcjonizm. Mimo
pozytywnych opinii, ponownych zamówień zdarza mi się że po
zrobieniu np. kartki coś mi się niej podoba, zauważam wszystkie
mikro błędy, widoczne tylko dla mnie. Co dziwne często po upływie
czasu nabieram dystansu, zaczyna mi się podobać i nie wiem o co mi
wcześniej chodziło. Ostatnio przyszli znajomi i chcieli kartkę na
urodziny mamy. Powiedziałam, że nie mam, ale mogę zrobić, tylko
niech podadzą mniej więcej kolorystykę. Kartonik z już zrobionymi
stał akurat na biurku, a w nim kilka z napisem „W dniu urodzin”.
I ich zdziwienie, że jak to nie mam, a tu tyle. Tylko, że to te,
które mi z jakiegoś powodu nie odpowiadały i leżą, czekając na
lepszy czas, pomysł na zmianę, a wg nich były super. I to jest
problem, zrobię, innym się podoba, a ja widzę wady. Chociaż to
kwestia gustu. Kilka miesięcy temu wykonałam kartkę, z której
byłam wyjątkowo zadowolona, moje kolory, układ, wszystko super, a
najdłużej w sklepie była 🙂 Poza tym często zamiast jednej kartki
robię trzy czy cztery by był wybór, tylko czy to problem… Raczej
nie. Trzeci… nagle kończy się klej, szpilki, albo materiał, a
przecież było go tyle i robiąc zamówienie nie kupiłam. To
frustrujące, bo zostaję z pomysłem, materiałami, a brakuje jednej
małej rzeczy i koniec. Czasami można wykorzystać coś innego, ale
nie zawsze.

Skąd czerpiesz pomysły i inspiracje?
Różnie, bardzo różnie i do końca sama nie wiem. Czasami
coś powstaje z potrzeby, jak odbijaczki i ciumkatki, a zostaje na
dłużej. Czasami coś mi nie wyjdzie w zaplanowanym układzie kartki
i muszę kombinować, a efekt jest lepszy niż zamierzony. Często
ktoś pyta czy tak a tak by się dało i po kilku kombinacjach jest –
np. bombka z inicjałem czy smocze jajka w większym rozmiarze co
wymaga innych tasiemek i układu 🙂 Z natury – tu kwiaty. Z
internetu. To wspaniałe źródło inspiracji. Jest wiele osób,
które tworzą prawdziwe arcydzieła i chcą się dzielić wiedzą.
Ich pomysł można wykorzystać inaczej, połączyć z tym co się
wcześniej robiło i uzyskać odmienny efekt.

Masz jeszcze
jakieś pasje?

Wspomniane książki i książki. Czytam
nałogowo, z rynkiem wydawniczym związane były moje studia i teraz
praca. Wspiera mnie w tym mąż i nie jestem pewna, które z nas ma
większego bzika. Starszy syn codziennie nas namówia na kilkanaście
bajek, książeczek, opowiadań. Młodszemu podsuwamy kontrastowe,
które go już interesują, spacerując opowiadam historie.
I może nie pasja a ostatnio mała
obsesja na chustonoszenie. Uwielbiam i namiętnie noszę. Dziecko się
uspokaja, ja mam swobodę i – co ważniejsze – wtulonego szkraba,
który ufnie na mnie zasypia.
Rower w utajeniu. W okresie „przed
dziećmi” bardzo dużo jeździłam. Nasza podróż poślubna była
rowerową wyprawą. Był etap jazdy z fotelikiem i starszym, potem
ciąża i przerwa, ale już czekam na moment, w którym Dominik
będzie mógł z nami jeździć i ponownie się zacznie.

Sprzedajesz swoje dzieła? Gdzie
można je kupić?

Tak, chociaż ostatnio raczej robię na
zamówienie, bo nie mam czasu, by przygotować coś do wystawienia w
sklepiku. Przeważnie wystawiam na artillo
(Artillo), pokazuję też na facebooku
(Ozdoby na FB). Najlepiej kontaktować się właśnie
przez fb lub mailowo.
10. Czy przygotowałabyś dla Nas –
czytelników kurs jak zrobić taka kartkę metodą quillingową? Nie
jedna osoba pewnie skorzysta z Twojego tutoriala.

Pytanie jaką kartkę, bo każdą robi
się trochę inaczej 😉 Opublikowałam już w swoim czasie dwa kursy
na kwiatki, które są dostępne na moim blogu tu
(kurs na przestrzennego kwiatka quilling)
i tu
(Quillingowy kwiatek).
Odpowiadam też na pytania poza blogiem i fb. Te tutoriale były
zresztą nimi inspirowane, bo zamiast powtarzać to samo kilku
osobom, mogłam je odesłać do wpisu i ewentualnie uzupełnić
jakieś kwestie. Dzielenie się wiedzą też mnie ogromnie cieszy.
Już sam fakt, że ktoś mnie o to pyta, czyli to co robię się
podoba. Poza tym odkąd pamiętam coś komuś tłumaczyłam,
udzielałam korepetycji. Zero nastawienia na zysk i strzeżenie
tajemnic, ale wychodzę z założenia, że i ja się wielu rzeczy
nauczyłam dzięki temu, że ktoś się podzielił. Bardzo wiele jest
informacji, kursów w języku angielskim, a nie każdy się nim
posługuje wystarczająco. Mam nadzieję, że te małe kursy
rzeczywiście komuś się przydadzą, do czegoś zainspirują. Już
wiem, że kilka osób skorzystało.

A teraz kilka prac Agnieszki.

Dziękuję ci pięknie za wywiad! Jesteś moją inspiracją!

About Ilona Popławska

Z wykształcenia Technik Żywienia, z zamiłowania blogerka kreatywnego rodzicielstwa. Kocha dzieci, ich twórcze myślenie i nieszablonowe rozwiązania. Prywatnie szczęśliwa żona i mama z małej polskiej wsi.