Bez kategorii

Powidła śliwkowe – mirabelki w akcji!

Mamy jedno drzewko z mirabelkami. Nigdy jakoś nie zbieraliśmy z tej śliwki owoców. W tym roku uzbieraliśmy z jakieś 2 kilo śliweczek. Widziałam na jednym blogu jak Mama zrobiła dżem i musieliśmy spróbować! Tylko za nic w świecie nie pamiętam jaki to był blog. Mama wydała książkę do tego. Jak znajdę to link dodam.

Poszłam na łatwiznę (tak jak ta Mama). Umyliśmy śliwki, do gara z odrobiną wody i gotujemy na wolnym ogniu. Przez Nasze marnie pilnowanie trochę się przypaliło…


Na bieżąco wyjmowałam pestki. Gdy dżemik był już gęsty, dosypałam cukru i miodu aby zniszczyć ten kwaśny smak. Częściowo się udało. Nie wiem dlaczego, ale świeże śliwki były słodkie, potem kwaśne że zjeść się nie dało.

Pogotowaliśmy jeszcze z miodem i cukrem aby uzyskać słodkawy smak.

Jeszcze zostało pełno pestek! I co z nimi?

Przelałam całość na durszlak i łyżką po prostu przetarłam dżem do garnka, na którym był durszlak. Pestki zostały 😉 Zagotowałam jeszcze raz, przelałam go słoiczków.Zakręciłam.

Denkami do góry by się dobrze zamknęły. I te kolor! Ciemnobursztynowy 🙂

ps zrobiłam około 20 zdjęć by ukazać Wam faktyczny kolor powidełek.

Smacznego! 

  • Pyszne musiało być 😉

  • Jak zobaczyłam, że z mirabelkami coś działasz właśnie się zastanawiałam co poczyniłaś z ich kwaskowatością 🙂

  • Mój Ojciec swego czasu pestki z mirabelek przewiercał i korale robił 🙂

  • A powideł z mirabelek nie miałam okazji jeść. U mnie w domu rodzinnym to kompot się robiło, też fajny, taki kwaskawy 🙂

  • Z pewnością przepyszne;)