Nigdy nie byłam
niejadkiem. Nie przepadałam za mięsem i wędlinami, poza tym
pałaszowałam inne rzeczy, czasami zjadając dwa obiady, bo to
jeszcze były takie czasy, że u sąsiadów było jak w najbliższej
rodzinie. Rodzice też nigdy nie wmuszali we mnie jedzenia, ufali
temu, że jak mówię, że nie jestem głodna, to nie jestem. 

11201221_10152806743907227_1508450673_o

11202793_10152816464582227_2060631769_o2
Większość posiłków zjadaliśmy razem, zresztą robimy to do tej
pory. Jakie mądrości wyciągnęłam z domu rodzinnego, które
rozbudziły mój kulinarny apetyt? Oto 9 sposobów na radzeniem sobie
z niejadkiem:
Bądź przykładem
Zjadasz w biegu wysoko
przetworzone jedzenie, a od dziecka oczekujesz, żeby siedziało przy
stole i zjadało swoją porcję warzyw? Chyba coś tu nie gra.
Pamiętaj, że dla dziecka jesteś autorytetem i będzie się ono
uczyć Twoich zachowań. Gandhi powiedział, że „Jeśli chcesz
zmienić świat, zacznij od siebie”. W kontekście jedzenie to
zdanie również ma sens.
Gotuj z dzieckiem
Nic nie smakuje tak
dobrze jak wspólnie przygotowany posiłek w domowych warunkach.
Układanie menu, wyprawa na pobliski targ, wybieranie produktów,
wąchanie, smakowanie, zabawa przy przygotowaniu – tak spędzony
czas przyniesie korzyści na wielu wymiarach. I czemu nie pójść
by o krok dalej i nie zasadzić pomidorów w ogródku?
Nie ukrywaj warzyw
Rodzice, chcąc przemycić
mniej lubiane warzywa, często ukrywają je pod innymi produktami.
Inną opcją jest karmienie dzieci wtedy, kiedy oglądają ulubioną
bajkę, aby nie rejestrowały, że coś jedzą. Takie nieświadome
jedzenie kształtuje niezdrowe nawyki żywieniowe i jest jednym z
powodów chorób cywilizacyjnych, więc należy mu powiedzieć głośne
nie.
Nazwij ciekawie posiłki
Badania pokazują, że
dzieci chętniej jedzą marchewkę, która nie jest nazwana po prostu
„marchewką”, ale „marchewką dla super bohatera wyostrzającą
wzrok”. Brokuły nie muszą być brokułami, a mogą być drzewami
z epoki, kiedy dinozaury chodziły jeszcze po świecie. Zaproponuj
dziecku kreatywną zabawę, dzięki której rozwinie swoje
umiejętności i zaprzyjaźni się z jedzeniem.
Jedzcie wspólne posiłki
Żaden domowy mebel nie
zbliża bardziej niż stół. Wspólnie dzielone posiłki, historie,
opowieści, przeżycia. Warto zadbać o ładne nakrycie stołu,
ciepłą atmosferę, a później to już tylko celebracja wspólnie
spędzonego czasu. Ważną kwestią dla dzieci jest regularność,
czują się wtedy bezpieczne, więc również w tym aspekcie warto o
nią zadbać.
Daj czas
Nie od razu wszystko
trzeba lubić. Zazwyczaj potrzebujemy spróbować daną rzecz kilka
razy, żeby nasze kubki smakowe ją zaakceptowały. Pamiętasz swoją
pierwszą próbę zjedzenia oliwek lub wypicia piwa? Obrzydlistwo,
prawda? Nie zrażaj się po jednej odmowie i podążaj małymi
krokami do celu. Co 2-3 dni podejmuj próbę wprowadzenia nowego
produktu, aż kubki smakowe dziecka docenią Twoją wytrwałość.
Zabawa w ciemności
Zamieńcie próbowanie
nowych potraw w zabawę. Przygotuj kilka rzeczy do jedzenia, niech to
będą dobrze znane smaki połączone z nowymi. Bawcie się w
próbowanie ich z zamkniętymi oczami i zgadywanie co to może być.
Nie traktuj jedzenia jako
kary
„Dopóki nie zjesz, nie
pójdziesz się bawić” na pewno nie przyniesie dobrego efektu, a
może zapoczątkować niezłą traumę. Skoro jedzenie kojarzy się z
karą, to jak można czerpać z niego przyjemność? Nie ma szans.
Zaufaj
Czytałam kiedyś o
badaniu, w którym grupie dzieci pozwolono komponować posiłki tak,
jak sobie wymarzą. Dzieci miały do dyspozycji większość
ogólnodostępnych produktów. Okazało się, że dzieci bez żadnych
skomplikowanych wyliczeń potrafią skomponować sobie bardzo
zbilansowaną dietę. Zaufaj swojemu dziecku, rozmawiaj z nim i ucz
się od niego.
Macie
jakieś doświadczenia związane z niejadkami? Jakie są Wasze
sposoby na rozbudzenie w nich apetytu?

Autorka : Sylwia Pawlak
Fan page

(function(d, s, id) {
var js, fjs = d.getElementsByTagName(s)[0];
if (d.getElementById(id)) return;
js = d.createElement(s); js.id = id;
js.src = “//connect.facebook.net/pl_PL/sdk.js#xfbml=1&version=v2.3”;
fjs.parentNode.insertBefore(js, fjs);
}(document, ‘script’, ‘facebook-jssdk’));

Fiolka

  • Aneta Nagrodkiewicz

    Ja mam niejadka:( ech … i małą dręczą zaparcia, co oczywiście wszystko komplikuje, bo rodzic (czytaj matka) jest traktowany oczywiście jak debil:( bo przecież wszyscy wiedzą że lekarstwem na zaparcia jest surówka z marchewki z jabłkiem.

    Niestety wszystkie opisane powyżej metody realizowane z lepszym/gorszym skutkiem i szczęściem rodziców, który jedząc z niejadkiem próbują nie stracić swojej radości jedzenia 🙁 Podobno dziecko wyczuję fałsz jeżeli rodzic tylko na niby przeżywa achy nad papryką w kanapce.

    Chyba jedyna metoda to nie poddawać się i próbować znaleźć rzeczy, które ty lubisz i dziecko też lubi robić. Niestety dziecka nie da się zmusić i ja sama nie chcę do czegoś zmuszać mojego dziecka do czegoś czego ono nie chce robić, ale oczywiście w necie pełno jest porad "bądź konsekwentny – niech dziecko nie rządzi w kuchni" i rady, że ma zjeść bo ty mu karzesz. …

    Nam przekonanie córki do zjedzenia ŚWIADOMEGO żółtej papryki (oczywiście nie surowej, tylko takiej uduszonej pieczonej a'la krem) zajęło nam pół roku … córka w listopadzie będzie miała pół roku.

    Na pewno nie należy czytać i udzielać się na blogach ortodoksyjnych matek … ja parę razy zrobiłam ten błąd:(

    My nie jesteśmy dietetykami, mój mąż był niejadkiem (co z niego czasami wyłazi … i już się śmieję, jak burczy na córkę że ma jeść bo jej ostygnie … ), nie zjadamy w tygodniu tony warzyw i czasami nam się nie chce … gotować nie wiadomo co, a córka tylko spojrzy i powie nie, nie, nie, nie i wszelkie kary/przekupstwa znosi ze stoickim spokojem.

    Spróbować samemu znaleźć zdrowe jedzenie, które tobie bardzo smakuje … my ostatnio zrobiliśmy sobie spring rolls'y. Mała nawet nie wzięła do ust, ale jej mina kiedy rodzice robią sobie a'la gołąbki, posypują warzywa czymś czarnym (czarny sezam), do tego nawzajem się karmią (to fajny pomysł a karmiliśmy się bo nie udawało się nam zakleić tych gołąbków i wszystko wypadało) dosłownie bezcenna.

    Córce bardzo się podoba idea wybierania. Akurat talerz kiepsko działa, ale owsianka/musli (niestety kupne ale takie w miarę zdrowe, bo niestety musi chrupać …) gdzie dodatki są w kokilkach … oczywiście nie wzięła żadnego be produktu, ale kręci ją to. Jajecznica … (pieczarki, szczypiorek, ser, wędlina).

    Rozmawiać … efekty są czasem śmieszne, patrzy na półkę z czekoladą w sklepie i mówi, że czekolada jest dla dzieci które jedzą warzywa i owoce. I nawet nie chce żeby jej coś kupić.

    Na dzień dzisiejszy mam jeszcze dwa pomysły, ale jeszcze nie zrealizowane:
    – poproszę Panią od tańca, który córka uwielbia, żeby powiedziała dzieciom w trakcie zajęć że jakieś warzywo jest super na tancerzy. Może za pół roku je zje …
    – sprytnie wymyślać motywatory, żeby nie dać się zapędzić w kozi róg i nie stracić asa z rękawa … córka uwielbia spódniczki i właśnie myślę nad sposobem jak by to wykorzystać, a jednocześnie nie sprowadzić na siebie plag egipskich jakimś rankiem ….

    Oczywiście jest problem czasu:( ale tutaj każdy musi na swoja miarę coś wygospodarować 🙁

    Poza tym gratuluję wpisu!!! Nie traktuje rodziców jak idiotów i czuć z niego pozytywną energię!!! To bardzo rzadko się zdarza:(

  • Ja jako Dziecko byłam strasznym niejadkiem… zresztą do tej pory wielu rzeczy nie lubię. Z Dusią na szczęście jest trochę lepiej… choć z jedzeniem różnie bywa… Z biegiem czasu nauczyłam się, że jednak nie ma co zmuszać… 😉

  • Monika Kampczyk

    moje dziecko ma fazy – jednego dnia wcina jak szalona, a innego, hmmm jest niejadkiem i nic wtedy nei działa…

  • Ja miałam wszystko jedzace dziecko, a ma niejadka. Muszę spróbować wspólnych zakupów i częściej z nim gotować inne sposoby wyprobowalam.

  • kitty green

    moje dzieci to łakomczuchy….zawsze jemy razem posiłki i od małego na talerzu maja różności do próbowania…jak coś nie smakuje nie zmuszam, ale kolejnym razem terz daje na talerz niech spróbuje ponownie a może polubi….i tak o to moje dzieci jedza wszystko – oprócz sałaty 🙂

  • Pewnych rzeczy nie da się polubić. Na pierwszym miejscu są u mnie paskudztwa pod tytułem wino i piwo, zaraz po kaszance, wątróbce i fasoli. Po prostu nimi wymiotuję. Dlatego szanuję gust mego dziecka, choć po prawdzie ona je 10x więcej niż ja, jeśli chodzi o różnorodność. Ale moja wybiórcza dieta może być spowodowana spapranym metabolizem (jestem w spektrum Aspi), czy też raczej ułomnością przewodu pokarmowego. Niektórzy ludzie na pewnych potrawach nie korzystają, a wręcz tracą, bo one im szkodzą. Weźmy niby niealergizującą kaszę gryczaną, która uczula moje prawie niealergiczne dziecko. Chętnie ją je, ale nie może. Ot i paradoks.