Edukacja, Edukacja przedszkolna

Akcja Małą Literą! by na rynku były poprawne klocki!

Akcja Małą Literą

Każdy rodzic chce dla swojego dziecka mądrych zabawek, ciekawych, takich które go czegoś nauczą lub przyczynią się do rozwoju dziecka. Nie ukrywajmy, obecnie na rynku jest masa zabawek! Jednak czy wszystkie są ok? Z pewnością nie! Przyjrzyjmy się chociażby klockom…

Adaś ma również klocki drewniane. Uwielbia je odkąd je ma. Z literkami, obrazkami i cyframi. Do tej pory myślałam że są ok. Jednak są takie osoby jak pani Maria Trojanowicz-Kasprzak. Zajmuje się ona edukacją w zakresie czytania globalnego i nie tylko. Dzięki niej i Paulinie z Igranie z Tosią poznałam cała akcję i chcę by na rynku były dobre klocki ( na początek) dla dzieci!

O akcji pani Maria pisze tak:

Mądrzy Rodzice, załóżmy że któregoś dnia przychodzi Wam głowy pomysł na nowy prezent dla Waszej pociechy. To ma być mądry prezent. Edukacyjny. Klocki z literami. Świetny pomysł – myślicie – bo maluch będzie sobie konstruował, a przy okazji, mimochodem dopyta się o literki i zapamięta je…

Jesteście Mądrymi Rodzicami, zatem rodzicami myślącymi. Toteż rozumujecie tak – najlepiej, żeby to były przyjazne, drewniane klocki, a na nich małe i duże litery drukowane. Do tego polskie znaki (zmiękczenia, dwuznaki, ogonki), może znaki interpunkcyjne…

Pomysł okazuje się niedorzeczny!

Wyruszacie do sklepu albo wrzucacie w wyszukiwarkę odpowiednie hasło. Otwiera się mnóstwo stron, a sprzedawca w sklepie wykłada na ladę dziesiątki kolorowych pudeł. Co się okazuje? Macie do wyboru albo alfabet łaciński (bez polskich znaków, za to z literami x, q, v), albo w y ł ą c z n i e duże litery drukowane, albo (w jednym jedynym przypadku) litery małe, ale pisane (kaligraficzne, takie jak w zeszycie).
Dziwicie się. Marszczycie brew. Nie dowierzacie. Jak to? W niemal 40-milionowym kraju nie ma ani jednego pudła właściwych klocków? Ano nie ma! Był przed laty producent, który takie klocki robił, ale przebranżowił się. Huśtawki i sanki sprzedają się lepiej.

No dobrze, główkujecie. To może niech będą tylko duże drukowane litery? I tutaj wkraczam ja z głosem protestu. Nie, tak nie może być. Tak nie jest dobrze. Spójrzcie. Ten tekst pisany jest małymi drukowanymi literami. Małe są w prasie, książkach, urzędowych pismach, e-mailach. Wszędzie.
Duże litery mają rację bytu w nazwach własnych, tytułach, na początku zdania, na szyldach. Finito!
Duże i małe litery bardzo różnią się od siebie. Popatrzcie: R-r, M-m, D-d, G-g… itd. Nie można nauczyć dziecka jedynie dużych liter, z czasem musiałoby naukę zaczynać od początku.

Nasza akcja (Akcja małą literą) ma na celu skłonienie polskich producentów (producenta?) do wypuszczenia na rynek poprawnych merytorycznie literowych klocków. Mamy już projekt. Potrzebujemy mocy, poparcia, liczebności. Bo dotąd nagabywani przeze mnie producenci wzruszali ramionami i odpowiadali: – Po co? Skoro te co są sprzedają się dobrze?
I o tę moc w naszej akcji chodzi…

Maria Trojanowicz-Kasprzak
Prekursorka polskiej odmiany czytania globalnego (metoda Domana),
autorka książek do nauki czytania, ekspert Polskiej Sieci Kobiet Nauki
autorka stron: Czytanie Globalne i Fan Page Czytanie Globalne

P.S. Problem dotyczy także puzzli literowych, układanek, loteryjek, aplikacji i programów do nauki czytania. Jego skala jest naprawdę olbrzymia.

 

Mi nie pozostaje nic innego jak zaprosić Was do akcji! Jeśli chcecie by takie klocki i inne zabawki były na rynku musimy działać razem! Przyłączcie się do akcji, do grupy na Facebooku i działajmy razem na rzecz dzieci! A jak dołączyć? Proste! Klikaj w baner akcji i  kliknij dołącz!

Akcja Małą Literą!

About Ilona Popławska

Z wykształcenia Technik Żywienia, z zamiłowania blogerka kreatywnego rodzicielstwa. Kocha dzieci, ich twórcze myślenie i nieszablonowe rozwiązania. Prywatnie szczęśliwa żona i mama z małej polskiej wsi.
  • Niby tak, ale zauważ, że teraz coraz więcej jest zabawek edukacyjnych, a z pokolenia na pokolenie dzieci coraz "głupsze". Program coraz bardziej okrojony, a ludzie z gimnazjum mają problem z liczeniem stężenia procentowego. Pochodna wyleciała z programu liceum już dawno temu. Pomijając już szczegół, że uczenie liter w oderwaniu od wyrazów, na dodatek sylabami, wydłuża naukę czytania. Jest mnóstwo metod szybkiego czytania bez cząstkowej nauki liter (cząstkowe litery "same się uczą" w trakcie), ale po co je wdrażać do systemu? To nic, że działają. To nic, że wiele czterolatków uczonych tą metodą płynnie czyta(np. Doman). Lepiej kupić klocki. Żeby te klocki działały, rodzic godzinami musiałby układać z nich wyrazy. Poza tym tych klocków powinno być kilkaset w pudełku, żeby było dużo samogłosek (więcej niż spółgłosek). Uczenie liter bez możliwości składania ich w wyrazy to tylko miły gadget. To jak tapeta z literami nad łóżkiem dziecka. Przydatność taka sama, jak leżąca gazeta na biurku (BTW moja prababcia, która nie chodziła nigdy do żadnej szkoły, nauczona trochę liter przez babcię, nauczyła się trochę czytać dzięki nagłówkom w gazetach).

  • No wiesz, ćwiczyliśmy umiejętności społeczne, prawa fizyki i w ogóle 😀 więc edukacja jak najbardziej. Jednak klocki mogą być fajną zabawą i przygotowaniem do czytania

  • Wiesz, w dzieciństwie mieliśmy takie klocki. Rzucaliśmy się nimi z bratem. Baaardzo edukacyjne. Czytać nauczyliśmy się z książek. 😉

  • Dlatego właśnie jest ta akcja, by stworzyć klocki z małymi pisanymi i drukowanymi literami oraz z dużymi pisanymi i drukowanymi.

  • Polskie dzieci muszą się uczyć czterech rodzajów liter. Część jest podobna, ale… pisane w zeszycie b, p, czy f, małe a, są inne niż w druku. Jak czasem popatrzę na zeszyty małych dzieci, to mało co umiem z nich przeczytać. Nie wiem skąd pomysł niepełnego b czy p. Pamiętam, jak błagałyśmy nauczycielkę w trzeciej klasie, żeby pozwoliła nam pisać normalnie. Minęło 30 lat, reforma szkolna tylko na papierze, a dzieci nadal muszą się czytać i pisać oddzielnie.