
Pedagogika w wieku 35 lat, czyli po co poszłam na studia
Rok 2020 to czas tak zakręcony, dziwny i nieprzewidywalny jak nigdy dotąd. I to może był właśnie ten impuls? Żeby jednak coś zmienić w swoim życiu? W końcu dziecko mam odchowane, pracuje w szkole tak jak marzyłam. Tak. To jest ten moment, by podjąć odważną decyzję. Idę na studia!
Gdy na drzewach zaczęły zawiązywać się pierwsze pączki, świat zaczął budzić się do życia pojawiła się myśl, że to jest dobry moment by zawalczyć o siebie.. Czekałam tylko kiedy ruszy rekrutacja na studiach. Zdjęcie gotowe, ksero świadectwa maturalnego też. Tylko iść i złożyć dokumenty.
Dobra, wcale tak nie było. 😀 Ale brzmi dobrze, prawda?
Było zupełnie inaczej. Myśl się taka pojawiła, owszem, ale w innych okolicznościach. Podczas tych kilku miesięcy pracy poznałam zawód nauczyciela bliżej. Zobaczyłam jak wyglądają zajęcia w przedszkolu, jaki wpływ mamy na te maluchy. Ale też, jaka to jest odpowiedzialność za młodego człowieka.
Powoli kiełkowała mi w głowie myśl, że to jednak wziąć byka za rogi i spróbować swoich sił. W końcu ilu znajomych mówiło, że to praca idealna dla mnie. Tylko ja sama nie wierzyłam na tyle w siebie, by podjąć jakieś kroki w tym kierunku.
Ostateczna decyzja została podjęta w czerwcu, gdy prześladowała mnie reklama jednej z uczelni. W radiu, na Facebooku ciągle ją widziałam. Śledziłam nowe informacje, czytałam opinie, jak wyglądają studia pedagogiki wczesnoszkolnej i przedszkolnej. Trwała wtedy promocja na niższe czesne oraz brak wpisowego. No okazja!
Więc pewnego wieczoru, o 22 podjęłam decyzję. Wypełniłam wniosek on line i miałam 7 dni na złożenie dokumentów stacjonarnie. Pełna konspiracja nastąpiła nawet przed mężem. Musiałam oswoić się z tą decyzją sama, zanim przekazałam ją dalej.
5 lat studiów to jednak duży wydatek na same czesne, potem dojazdy, podręczniki, itp. Czy damy sobie z tym radę? Czy ja dam sobie radę z nauką, domem i pracą? Czy ja się w ogóle tam odnajdę?
Moje wyobrażania były takie. Ja „stara baba” wśród samych młodych ludzi zaraz po szkole średniej. Myślałam, że będę się czuła jak dinozaur w nowoczesnym świecie.
Pierwsza uczelnia
Formalności załatwione. Papiery złożone i oczekiwanie na decyzję, czy kierunek ruszy i od kiedy będą pierwsze zajęcia. Wszystko w największej tajemnicy, by nie zapeszyć.
W pracy przez przypadek się koleżanki dowiedziały i były w takim samym szoku jak mąż, jak nie większym. Co się dziwić, jak ja samą siebie zakończyłam taką decyzją.
W międzyczasie jednak sytuacja się zmieniła. Przez przypadek znalazłam inną uczelnię…
Zaczęłam rozważać zmianę uczelni. Ta druga była tańsza, z lepszym dojazdem, bardzo dobrymi opiniami i do tego w samym sercu Torunia. Raz kozie śmierć! Jak szaleć to szaleć i uczelnia zmieniona.
Sama po sobie się tego nie spodziewałam, że w jednym roku zapiszę się na studia, za chwilę jeszcze zmienię uczelnię! Istne szaleństwo!
Chodzi jednak o moją edukację, finanse i samopoczucie związane w nową sytuacją. Głęboki wdech i oczekiwanie na wieści kiedy startujemy.
Mamo, tato idę na studia pedagogiczne!
Była końcówka września, a ja miałam ustalony start pierwszego zjazdu. Z racji studiów niestacjonarnych zajęcia odbywają się weekendy. Co niedzielę też jeździliśmy do moich rodziców. I jak tu przekazać informację czemu nas nie ma?
To ostatni dzwonek, żeby im wyznać prawdę. I kolejny szok! Myśleli, że żartuję, potem że to dużo pieniędzy, nauki i czasu, ale trzymają za mnie kciuki, by wszystko szło jak najlepiej.
Pierwszy zjazd i… koniec
Nastał ten wielki dzień. Przekroczyłam progi Kolegium Jagiellońskiego jako studentka 1 roku pedagogiki przedszkolnej i wczesnoszkolnej.
Pierwszy dzień zjazdu i już pierwsze wykłady, a pomiędzy inauguracja roku akademickiego. Zajęcia od 9 do 17. Niedziela lżejsza, bo psychologia została przełożona i zajęcia od południa. I na tym był koniec.
To były jedyne wykłady, które odbyły się w takiej formie. Pandemia pokrzyżowała plany całkowicie i zajęcia odbywają się tylko on line.
Jak każda sytuacja są tego plusy i minusy. Nie tracę czasu na dojazdy, parkingi (ponad 30 zł za dzień), ale za to nie mam takiego kontaktu z koleżankami z roku, ćwiczenia w formie on line nie odzwierciedlają tego co byłoby na stacjonarnych zajęciach.
Na pewno dużo więcej bym zyskała będąc na ćwiczeniach na uczelni. W końcu na nas samych byśmy uczyły się wszystkiego. Jednak musimy sobie radzić inaczej i uczyć się nie tylko na studia, ale także obsługi nowych programów czy stron z zadaniami interaktywnymi. W końcu musimy iść z duchem czasu.
Gdy piszę pierwszą wersję tego wpisu, jest 7 grudnia. Za mną 2 zaliczenia zakończone sukcesem, na kolejną ocenę czekam, a przede mną mnóstwo karteczek przylepionych do ściany z zadaniami do wykonania.
Komoda pełna segregatorów, notatek, podręczników i prezentacji. Opracowanie ich zajmuje sporo czasu, ale w raz z nowym rokiem układam plan działania, by na wszystko starczyło czasu.
Co mnie ostatecznie skłoniło do decyzji o studiach?
Na pewno czas pracy. Etat w przedszkolu państwowym to wymiar 25 godzin, gdzie obecnie pracuję godzin jako pomoc. Wiadomo, że te pensum to nie wszystko, bo trzeba też przygotować się do zajęć czy do wywiadówek, zebrań.
Już jako nauczyciel stażysta pensja jest trochę wyższa, jest również więcej dni urlopu i przywileje z Karty Nauczyciela. Czyli względy czysto zarobkowe.
Jednak to nie wszystko. Ja uwielbiam pracę z dziećmi i radość, fascynację otaczającym ich światem, bezpośredniość i otwartość. To takie małe barometry, które wyczuwają szczerość i miłość do nich. Ogromną frajdę sprawia mi zabawa z nimi, tworzenie dla nich rzeczy czy dekoracji, które sprawiają, że nasze otoczenie jest przytulne.
Nie wiem co będzie za te 5 lat. Czy skończę studia, czy dostanę pracę w tym zawodzie, czy życie potoczy się zupełnie inaczej. Tego z nas nikt nie wie, ale od tego jest życie, by się zmieniać, rozwijać i żyć pasją.
Nie chcę później żałować decyzji, że nie poszłam na studia. Gdy je ukończę, będę miała 40 lat. To nie tak mało, by zaczynać nowy etap, ale to nie konie świata. W końcu 40 to po prostu kolejny krok w moim życiu. Czas kolejnych zmian i decyzji.
A tymczasem cieszę się, że jednak podjęłam taką decyzję. Mimo trudności, ogromu pracy, czasu i pieniędzy czuję satysfakcję, że to co robię ma sens i jest pozytywnie odbierane na zajęciach i w życiu.
Jednych pandemia podkopała, a mnie częściowo dała kopa do działania.
Ps. Żeby było śmieszniej, zostałam starościną grupy. Z wielkich obaw i strefy komfortu wychodzę i idzie mi coraz lepiej. Oby tak dalej. Słowo na nowy rok to POWER!
Więc jak, działamy?


